|
Lojalność i obowiązkowość Jak powszechnie wiadomo, jednostki mogą stworzyć społeczność jedynie dzięki powszechnemu zaakceptowaniu pewnych praw i zasad współżycia oraz wartości moralnych. Społeczeństwo japońskie nie stanowiło wyjątku od tej reguły.
Od niepamiętnych czasów bazowało ono na dwóch zasadniczych wartościach - GIRI i NINJO (społeczne zobowiązanie i ludzkie uczucie).Dla samuraja nadzwyczaj ważnym było GIRI. W feudalnym społeczeństwie o głębokich tradycjach konfucjańskich samuraj cieszył się szczególnie wysoką pozycja. Jednakże obowiązki, które wypływały z owej pozycji były również znaczącej wagi. Dla samuraja Giri było wszystkim. Wypływała z niego zasada lojalności wobec Pana i Klanu. Samuraj miał być gotów by zginąć w jego obronie (także w obronie jego przyjaciół). Miał obowiązek oddać życie gdyby Pan tego zażądał.
Giri stanowiło podstawę BUSHIDO co wymownie świadczy o znaczeniu jakie mu nadawano. Jak powiedział TAKEO DO - "giri spaja ludzi więzami wzajemnych zależności".
Inne powiedzenie staro japońskie głosi, że " giri najtrudniej znieść ze względu na obowiązki i powinności, jakie są z nim związane".
Wymagania te uformowały kanon postępowania samurajów i sprawiły, że nawet współcześnie jest on obiektem szczerego podziwu.
CHUSHINGURA - przypowieść o czterdziestu siedmiu roninach jest prawdopodobnie jedną z najlepszych o tematyce giri. Historia ta traktuje o wierności samurajów wobec swego Pana i poświęceniu życia w obronie jego honoru. W miejscowości SENGAKU-JI do dzisiaj z należytym szacunkiem i czcią odnosi się do 47 grobów roninów i drzew wiśni przy nich rosnących, jako że symbolizują one lojalność i oddanie.
We wrześniu 1868 roku pewien samuraj popełnił samobójstwo na grobie roninów.
Był on jednym z tych samurajów którzy zostali wygnani (pozbawieni swoich obowiązków) z końcem panowania shogunatu na skutek restauracji cesarstwa. Wybrał śmierć ponieważ nie mógł on żyć dalej w tradycyjny sposób. Było to więc jego giri wobec przeszłości.
Inny ciekawy przykład giri moglibyśmy odnaleźć podczas emisji filmu "WYZWANIE" z Toshiro Mifune w roli głównej. Jak pamiętamy, sprawa dotyczy rodzinnych mieczy klanu YOSHIDA, będących punktem honoru i symbolem lojalności wobec tradycji. Niemniej fałszywym byłoby wrażenie, że giri nieuchronnie prowadziło ku śmierci.
Za przykład niech służy nam Cesarz HIROHIT0, który pod koniec II Wojny Światowej powiedział Japończykom "... poddajcie się i znoście to, co nie do zniesienia". Gdy Cesarz przemówił przez radio, ustały próby kontynuowania samobójczej walki. Japończycy zaakceptowali kapitulację, gdyż obowiązkiem ich było słuchać cesarza. Uniknięto w ten sposób dalszego rozlewu krwi.
Trudno jest ocenić do jakiego stopnia zachodni uczniowie dalekowschodnich sztuk walk mogą zaakceptować Japoński system wartości społecznych. Oczywiście, mamy także własne tradycje dotyczące obowiązku i lojalności, lecz jest pewna różnica w wartości (znaczeniu) jakie mamy dla indywidualnej odpowiedzialności i osobistych wyborów.
Silny podział na MUDANSHA (początkujący) i YUDANSHA (zaawansowany) tak w DOJO (miejsce treningów) jak i w innych japońskich instytucjach, będący jednym ze sposobów wyrażania giri, wydaje się nie mieć odpowiednika w krajach zachodnich (przynajmniej w takim samym stopniu jak w Japonii). Po prostu ludziom Zachodu trudno jest zaakceptować typowo japoński, paternalistyczny sposób myślenia. Wielu z ćwiczących na Zachodzie chciałoby widzieć w swym instruktorze nie tylko kogoś, kto uczy ich walczyć i pomaga rozwijać umiejętności, ale także osobę która jest w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące wielu lub większości problemów życiowych. Osobiście uważam, że bliższe poznanie giri jest bardzo ważne, gdyż przypomina nam o naszych własnych tradycjach obowiązku i posłuszeństwa.
Są to wartości które, co jest bardzo smutne, zanikają i wydają się być staromodne dla współczesnego społeczeństwa.
Ważne jest także to, aby strzec się nauczycieli ( instruktorów) sztuk walki, którzy wymagają niby podobnego do giri poświęcenia od swych uczniów i w ten sposób wykorzystują ich finansowo. Musimy zdać sobie sprawę, że giri nie oznacza bezwzględnego posłuszeństwa i akceptacji wszystkiego, co robi nauczyciel. Dlatego też każdy, traktujący uczniów jako niewyczerpalne źródło dochodu, nie zasługuje na szacunek gdyż jest on wówczas tylko handlarzem sprzedającym swój produkt i niczym więcej !
Podobnego zdania był wielki Kenshi MIYAMOTO MUSASHI (15B4-1645), nie wahający się krytykowania ludzi mu współczesnych, co miało podobny wydźwięk jak dzisiaj. Mówił często: "...oglądam się wokół siebie i widzę, że wszyscy traktuję sztukę jak handel, że sami ludzie są uważani za towar, który został stworzony po to by zostać sprzedanym". W swym największym dziele życia, GORIN-NO SHO w części IV "wiatr" pisze: "... ludzie z innych szkól używają swoich taktyk aby zarobić na życie, co nadaje im zewnętrzny urok (widowiskowość), przyozdabia je i zarazem komercjalizuje tak że staję się one w całości bardzo odległe od prawdziwej DROGI ". Należy więc dokładnie przemyśleć wybór instruktora i pamiętać, że zobowiązanie to dwustronny proces! Bardzo łatwo w sztukach walki mieszamy z sobą szacunek i obowiązek wobec nauczyciela z pochlebstwami. Instruktorzy sztuk walki są często fizycznie potężni będąc zarazem nierzadko charyzmatycznymi indywiduami, jest więc całkiem naturalnym że uczniowie podziwiają ich widząc w nich spełnienie swoich marzeń. Chcąc być tacy sami mylą kult bohaterstwa z giri, zwłaszcza nastolatki.
Zjawisko to najczęściej obserwujemy w grupach przypisujących sztukom walki religijne wierzenia. Można tu zacytować słowa hinduskiego nauczyciela KRISHNAWARTI, które są ostrzeżeniem dla wszystkich przed bałwochwalczym kultem bohaterstwa: "nigdy nie powinno się oddawać innemu człowiekowi (a jest on tylko człowiekiem) nieskończonego posłuszeństwa i swej świadomości, które składają się na nasza możliwość podejmowania decyzji o samym sobie. Żaden człowiek nie ma władzy poza ta, która dają mu inni ludzie. Oto, dlaczego potrrzebuje on ludzi wokół siebie A im ma ich więcej, tym większa jego wladza! ".
Odnalezienie równowagi pomiędzy obowiązkiem (GIRI) a ludzkim uczuciem (NINJO) jest trudnym zadaniem. Stan napięcia pomiędzy tymi wartościami często znajduje wyraz w dramacie japońskim, ukazującym konflikt tych dwóch sił. Przykładem niech będzie miłość samuraja do kurtyzany lub kobiety z uboższej klasy społecznej, kończąca się najczęściej samobójstwem tego pierwszego.
Na zachodzie również obserwujemy konflikt pomiędzy tymi dwoma wartościami. Wydaje mi się, że rozłamy panujące w różnych ugrupowaniach i zrzeszeniach sztuk walk w naszym kraju, także można zaliczyć do tego właśnie rodzaju problemu. Osoby, lojalne przez wiele lat wobec poszczególnych organizacji lub grup do których należeli, nagle odchodzą nierzadko zakładając własne zrzeszenia.
Powodem m.in. jest to, że czują oni postępujący regres, zamiast postępów i możliwości rozwijania się. Instruktorzy lub inni "działacze" z ich organizacji wymagają ciągłego pozostawania w podrzędnej pozycji, co jest zaprzeczeniem idei rozwoju. Tak więc spory i kłótnie o to kto może, a kto nie może oceniać np. egzaminatorów, czyja wersja kata jest prawidłowa a czyja zła, czyje metody trenowania są najlepsze, itd. itp., będą istniały tak długo, jak długo istnieć będą różnego rodzaju organizacje sztuk walk.
Nasz kraj nie jest oczywiście jedynym pod tym względem. Taki sam proces trwa od kilkunastu lat w USA, a obecnie ma również miejsce w Anglii. Już w latach osiemdziesiątych tamtejszy przedstawiciel KARATE SHOTOKAN, Ray Dalke (5 Dan) w bardzo interesującym artykule w miesięczniku INSIDE KARATE (styczeń 1985,Vo1.6,Nr.1) napisał: "...Japończycy nie rozwijają się wraz ze swymi uczniami. Pomimo tego, że wielu z nas ćwiczy karate od ponad 20 lat i posiada spore umiejętności oraz wysokie stopnie Dan, traktują nas jak NIC. Najgorsze, że pomimo lat doświadczenia cięgle mamy "białe pasy" a nie "czarne". Gdyby Japończycy pozwolili nam przewodzić lub chcieliby dzielić z nami przywództwo w tym zakresie, wszyscy wyszlibyśmy na tym lepiej. A nie jak to ma miejsce obecnie, gdy trzeba niemalże wypłakiwać wyższa rangę.".
W tym samym czasopiśmie sytuację tę starają się wyjaśnić, FRANK SMITH i TIM BAKER: "...Sensei Okazaki założył teraz Międzynarodowa Federację Karate Shotokan (ISKF), sensei Hirokazu Kanazawa próbuje także czegoś nowego. Mistrzowie wciąż zakładają nowe szkoły walki, jednakże odbywa się to wciąż według tej samej zasady - przewodzą Japończycy! Jest to klasyczny przykład seniorów, wymagających giri od swych studentów, którym nie pozwalają wznieść się ponad ustalony poziom. Zetknięcie się orientalnych wartości skupiających się na grupie z zachodnią ideą indywidualizmu nieuchronnie prowadzi do napięcia. Gdy w grę wchodzą jeszcze pieniądze, obraz bardziej się zaciemnia.
Kłótnie na temat, kto powinien nadawać stopnie i do jakiego poziomu - były przyczyna rozłamu w stowarzyszeniu WADO ryu w Anglii. Konflikt ten dotyczył dostępu do pewnych sum pieniędzy.
W miarę jak komercjalizm wkracza na arenę sztuk walk tradycyjnych, koncepcja giri zdaje się zanikać. Zostaje zastąpiona przez etykę komercjalizmu. Podobnie w innych dziedzinach tradycyjne zwyczaje i postępowanie ulega widocznym zmianom. Można rzec, iż zachodni sposób bycia naturalnie przenika i zastępuje wartości orientalne. Dlatego też sztuki walki są dziś traktowane raczej jako sport niż jako "droga postępowania - DO".
Tyle artykuł. Jak widać może to być dobre, ale może być także złe - sprawa zostaje otwarta!
Rozmawiałem z ćwiczącymi sztuki walki w Polsce i wielu z nich wierzy, że gdy wartości wschodnie zostanę zastąpione zachodnimi a ponadto dominować będzie etyka komercjalizmu, będzie to zamiana na lepsze. Tłumaczą to tym, że będzie to bardziej uczciwe, bo płacisz pieniądze za usługę i możesz się spodziewać profesjonalnego (?) jej wykonania.
Większość jednak twierdzi, że byłoby to wypaczeniem zasad i pewnych wartości wypracowanych przez setki lat. Po prostu horror w sztukach walki! Twierdzą, że pieniądze nie mogę być motorem napędzającym w tym środowisku. Że jedynym prawdziwym sposobem jest tylko tradycyjna relacja - mistrz i uczeń z lojalnością obowiązującą obie strony.
|